I w tym momencie runął cały układ mojej osobistej racjonalności. Teraz już mi bez różnicy… I nie mieć do mnie pretensji.

I w tym momencie runął cały układ mojej osobistej racjonalności. Teraz już mi bez różnicy… I nie mieć do mnie pretensji.

Każdy ma czasem chwile zwątpienia…
Jedne z ostatnich ręcznie malowanych wyrobów:





i decoupage

Z przykrością muszę stwierdzić, że ludzie w autobusie nie pachną zbyt przyjemnie… Nie uogólniam, bo to nieliczne ewenementy…
Pozdrawiam tych, którzy tu zaglądają.
A teraz porcja tego co kocham:






Ostatni “normalny” 1 września. Teraz już tylko zmiany. To dobrze. Trochę szkoda, ale cieszę się z tego powodu. Jestem przekonana, że dokonałam dobrego wyboru. Jak wszystko dobrze pójdzie będę na najpiękniejszych studiach na świecie.
Trochę sierpnia:





Są takie miejsca gdzie mam duszę. I nawet gdy usilnie przekonuję samą siebie, że przebywanie tam nie jest niczym niezwykłym, to po chwili coś krzyczy by się opamiętać. A to wszystko ze strachu, że nie będę mogła tam wrócić i zostać.



I ludzie. Teraz już wiem jaki Bóg jest dla mnie dobry
Chyba powoli oczyszczam się z brudu. Małymi kroczkami, bo tak lepiej. Na dłużej.
Kiedyś byłam mała, gruba i brzydka.
Poza tym, że trochę urosłam niewiele się zmieniło.
Stare koszmary powracają…
A jeżeli rozchodzić ma się o muzykę szeroko pojętą. Pobawiłam się w małego odkrywcę tego co mi potrzebne było. Wreszcie jest coś co dociera do każdej komórki mojego ciała i powoduje dreszcze. Takie, że gdyby ktoś dotknął mojej skóry poczułby silne wibracje. Tego słucha się na cały regulator. Pozostaje mi tylko głośno wzdychać…
A co do pasji, kilka zdjęć z ostatniej sesji. Dziewcze - talent niesamowity.
Analog Minolta x700



Cyfra Nikon D80


Co jest takiego w nocnym siedzeniu na brudnym strychu. Pełno martwych gratów. Nieocieplony dach i brzęczący deszcz. Nie ma wiatru, a tak naprawdę jest. I strome schody. Pełno pytań, na które odpowiedź muszę znaleźć. I znajdę. Nic nie stoi na przeszkodzie. Chyba zaraz zwymiotuję…
Cały dramat zaczyna się nocą, kiedy to człowiek dąży do strumienia wody i przygląda się brudom spływającym z niego. A co gdy przez tę chwilę nieuwagi z pokoju zniknie wszystko. A co jeśli nagromadzi się jeszcze więcej. Frustracji, upokorzeń, zgnilizny i roślin ubogich w wartość wizualną. Stare stęchłe ubrania doprowadzające do irytacji przez nie możność pozbycia się owych. Spod starej rozklekotanej ławy wynurzą się fosforyzujące karaluchy nasycone mazią z tubki. Pozostaje zgnieść je butelką, albo patrzeć na to jak niszczą sacrum i profanum. Koniec z dostępem do przestrzeni, która rzyga na przedmioty obdarzone czcią. Łapeisz i puszczasz. I znowu. Łapiesz i puszczasz, łapiesz, puszczasz. Rozumiesz? Jak tak-to dobrze. Jak nie-to też dobrze. To co przez tyle lat nie zostało zbudowane, nigdy nie powstanie. Nie wymagajcie od siebie nawzajem rzeczy, której nigdy nie nauczyliście.
